<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=O krytykach ktrym nie mona dogodzi> 
<author_1=Jerzy Szaniawski>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1951>
<month=8>
<date=1951-08-19>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Rejent, czowiek, znajcy biografi znakomitszych ludzi, dorzuci jako przykad nazwisko wielkiego poety, ktry chocia sam w pianach swoich dokucza zoliwie blinim, gdy spotka si z krytyk swej osoby, kad si do ka, bo z irytacji ciko chorowa.
 Tak  powiedzia Profesor Tutka  s ludzie bardzo wraliwi na to, co kto o nich powie. I to nie tylko artyci. W miasteczku, w ktrym mieszkaem jakie trzydzieci lat temu, znaem szewca. Czowiek skromny, miy, agodny i tak pracowity, e nawet poniedziaku nie uwaa za wito, jak w owych czasach wikszo jego kolegw. Siedzia od rana do wieczora na swym stoku i przybija zelwki. Coraz czciej zacz odczuwa, e go boli. Kiedy czowieka boli idzie on do lekarza. Lekarz powiedzia: Cierpi na to ludzie, ktrzy duo siedz a mao chodz; a wic szewc, buchalter, krl, ktry tylko jedzi. Przy tym ma pan typow szewsk pier. Apteka nie wiele panu pomoe. Musi pan zmieni zawd i chodzi na wieym powietrzu. Hm nie atwo to zmieni zawd  myla szewc.  I co bd robi? Mia troch uciuanego grosza, moe by tak kawaek sadu wzi w dzieraw? Bdzie chodzi, no i wiee powietrze Gdy tak myla, rozmyla, na placu, nie opodal jego domu postawiono ma karuzel. Szewc si przyglda, jak to jed ludzie na konikach. Zacz rozmawia z wacicielem wesoego przedsibiorstwa.
Gadu, gadu i dowiedzia si, e to interes dobry, sam to zreszt widzi, a waciciel karuzeli, skonny by by j nawet niezmiernie tanio sprzeda, bo ju jest nie najmodszy i chciaby odpocz przy crce w chaupie, a nie tak wci na wieym powietrzu Po paru dniach waha, targw, narad z on, uderzono w donie  szewc sta si wacicielem maej karuzeli. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>